piątek, 6 grudnia 2013

takietam...wycieczka na małe targi modowe

Przedwczoraj  wybrałem się do Blue City , gdzie odbyły się targi modowe.  Prezentowane były najrozmaitsze ubrania najrozmaitszych projektantów.

Ja tam pojechałem ze względu na markę StaffbyMaff , żeby sprawdzić w realu czy te ubrania, które można kupić w Internecie są dobrej jakości . I faktycznie znacznie przewyższa jakością te sieciówkowe ubrania.

Każda bluzka jest niesamowita w dotyku, bardzo delikatna. Raczej na sezon "połowa wiosny i całe lato"
Ale trzeba przyznać, że ubrania są warte każdej ceny. Byłem pod wrażeniem jakości materiałów.


Pojawiła się również moja ulubiona marka męskich ubrań  "Reykjavik District".  Widziałem moją ulubioną bluzę z zamkiem na wspak. Do wyboru były dwie: bawełniana oraz wełniana. Zdecysowanie wybieram wełnianą wersję. Jest mega przyjemna w dotyku , a poza tym 100 % wełny co jest bardzo ważne , bo teraz wszędzie dominuje akryl , poliestylan i inne różne "zamiennikowe odpady"...  Jedynie cena odrzuca bo około 600 zł ale może kiedyś sobie kupię.

Pytałem o granatowy płaszcz, który mi się podobał ale niestety tylko i wyłącznie w butiku przy ul. Solec.

Za to przypadła mi do gustu ciemna kurtko-marynarka, która miała różne niepasujące do siebie guziki co mi się strasznie podobało : Jeden był czarny, drugi biało-czarny , pośródku z mosiądzu przypominający stare złoto i jeszcze inne guziki tam były w innych kolorach. Bardzo fajnie to wyglądało.

Niestety nie mogłem zrobić wszędzie zdjęć. Także ze zdjęciami jest  kiepsko.

Poza tym mogłem porozmawiać ze sprzedawcą o jego doświadczeniach modowych, opowiedział o tej firmie Reykjavik District, że projektantami są facet z Islandii oraz polka. Razem tworzą parę, są w związku i mieszkają w Polsce.

Mówił o tym , że bardzo dobrze się zna z blogerką Tamarą "Macademian Girl " . Natomiast negatywnie wypowiadał się o Julce "Maffashion" oraz Jess  "Jemerced" , co mnie trochę smuciło ale zachowałem się dyplomatycznie i uprzejmie nie ujawniając emocji. Mówił , że był na jubileuszowym pokazie Paprocki&Brzozowski, ale trudno to potwierdzić czy faktycznie był czy chciał się popisać przede mną.

Nie hejtuje go . Jestem tolerancyjny dla każdego. Bo każdy ma w sobie potencjał tylko nie umiemy go szybko zauważyć. Generalnie w porządku gościu , nawet mówił, ze ukończył projektowanie ubioru itd. ale uważa, że "całe te blogowe "boom" się wkrótce skończy bo tego jest za dużo" - hmm coś w tym jest, bo faktycznie dużo blogów powstaje ale może w przyszłości zrodzi się z tego coś zupełnie nowego innego niż blog.
Czas pokaże co się wydarzy w przyszłości.


Trochę odpłynąłem nie w tym kierunku.... Powracając do tematu....


Jak mówiłem wcześniej na tych targach pojawili się mnóstwo różnych projektantów. Większość z nich to debiutanci i dopiero stawiają swoje pierwsze kroki.

Ciekawe rzeczy się pojawiały czy to print z wizerunkiem tygrysa czy to bluza z ćwiekami na barkach.

Za to przewaga biżuterii była.  Powtarzały się nawet niektóre modele różniąc siętylko marką. A wykonanie było wręcz bardzo ale to bardzo podobne..Czy kawałek jakiegoś maetriału, niteczka , wstążka i kamienie. Najczęściej na kształt kulek wielkością przypominające porzeczki . Ale to porzeczki raz były zielono-pistacjowe czy turkusowo-granatowe z domieszkami kryształków svarowskiego.

Było nawet stoisko z biżuterią, która była zrobiona ze skamielin pochodzących z Rosji albo kamienie meteorytu.  No przeróżne facet miał rzeczy , Aż wzbudził we mnie podziw swoimi skarbami.
Musiał naprawdę pół Świata lub więcej przewędrować aby to wszystko wyszukać co miał na stoliku prezentowane.


Na innych stoiskach były też obrazy malowane akwarelami na kafelkach albo skórzane kosmetyczki.


Wielkie wrażenie zrobiła na mnie pewna Pani, która okazała się "kociarzem", miłośniczką kotów.

Prezentowała coś niebanalnego, oryginalnego. Mianowicie torebki z wizerunkiem kota.

Były też inne zwierzaki. Ale jednak koty dominowały. W końcu nic dziwnego. Mamy do czynienia z miłośniczką kotów więc nie ma co się dziwić.

Materiał szary, grafitowy, bawełniany,  a na tym materiale przeszyty jest materiał sztuczny, chyba jakaś odmiana gumy kauczukowej w kolorze białym. Na którym jest zrobiony Print- zdjęcie.

No i właśnie na tych torebkach były koty tej oto pani.  Powiedziała, że kiedyś bawiła się w jakieś specjalne indywidualne zamówienia, lecz teraz niestety tego nie robi. Obawia się praw autorskich itd.

Używa tylko grafiki z legalnego źródła jak sama mówi.  Z tym, że pogadałem z nią to dla mnie może zrobić wyjątek i stworzyć torebkę z wizerunkiem mojego kota . To było coś . Miałbym wtedy idealny prezent dla mojej mamy. Cena takie torebki to 130 zł.


Miałem okazję nawet zrobić zdjęcie. Zdjęcia byle jakie i niedokładne, bo baterię miałem na wyczerpaniu.

No cóż nie każdy może mieć iPhone'a 5. Mam zwyczajnego LG GM 360 bez androida.


Poniżej zamieszczam zdjęcia.








A tutaj nazbierałem różnych ulotek, wizytówek.....







Jeszcze mogę dodać na koniec, że poza tym wszystkim były jeszcze rzeczy robione na drutach.

Panie nawet dziergały publicznie na drutach nowe rzeczy.  Ale trzeba przyznać, że każdy motek jaki owe panie kupują aby coś stworzyć pochodzi dobrego źródła, bo jakość, gramatura włóczki jest wspaniała.
Widać było jak wspaniale, pięknie się to wszystko układało strukturalnie. Oczko w oczko.., wszystko precyzyjnie. Nie każdy tak potrafi. Wiem to po swojej babci jak dużo czasu potrzebuje na zrobienie czapki , a co dopiero komin lub jeszcze coś innego.

Przykładowo cena takiej czapki to 80 zł a dziecięca czapka kosztowała tam 70 zł .




No tyle z mojej relacji z tamtego dnia.  Wszystko Wam opisałem, opowiedziałem .






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz